|
Reaktywować narciarską sekcję!
"Pomysł, który podsunął mi ostatnio Grzegorz Wójciak - nauczyciel wychowania fizycznego, a zarazem świetny narciarz i jeszcze lepszy tenisista - zainspirował mnie do pewnej refleksji. Kiedy zapytał, czy nie można byłoby reaktywować w Brzesku sekcji narciarskiej, pomyślałem - dlaczego nie! Przecież entuzjazmu, ba, wręcz fascynacji białym szaleństwem w naszym mieście i w okolicy jest w nadmiarze, aby myśl tę zamienić w rzeczywistość." "W tym miejscy należy przywołać niektóre spośród kart historii. Narciarstwo brzeskie sięga tradycją pierwszej połowy lat 30. minionego stulecia, kiedy to w 1933 roku Urząd Wojewódzki w Krakowie zatwierdził statut powstającego Okocimskiego Klubu Sportowego, zaś narciarstwo stanowiło jedyną jego sekcję. Obiegowo mówiono nawet o Okocimskim Klubie Narciarskim. Dopiero 3 marca 1945 roku postanowiono oficjalnie i ostatecznie pozostać przy nazwie OKS. Sekcję narciarską zakładał komitet składający się z pracowników w Browarze "Okocim", takich jak dyrektor Zygmunt Stańkowski. Działalność sekcji można podzielić na dwa okresy: przedwojenny (1933-1939) oraz powojenny (jej oficjalna aktywność wygasała stopniowo w latach 60.). Nie znaczyło to bynajmniej, że w Brzesku przestano się interesować narciarstwem, przeciwnie - zainteresowanie tą dziedziną sportu i rekreacji nawet wzrosło. Z informacji zapisanych w klubowych kronikach wynika, że w pierwszym okresie uprawiano przede wszystkim narciarstwo turystyczne, do czego znakomicie nadawały się okoliczne wzgórza, z górującym wśród nich Bocheńcem. Do najlepszych narciarzy okresu przedwojennego byli zaliczani: Jerzy Cyga, Jan Biernat i Kazimierz Szybalski, "którzy dla doskonalenia swoich umiejętności wyjeżdżali na narty do Zakopanego". Dane dotyczące uprawiania narciarstwa w OKS po wojnie znalazły swoje odzwierciedlenie dopiero w 1958 roku, kiedy to zbiegły się ze sobą sprzyjające warunki organizacyjne i pogodowe dla reaktywowania sekcji. Postanowiono utworzyć wówczas dwie grupy: sportowo-wyczynową oraz młodzików. Kroniki odnotowywują nazwiska członków sekcji: Artur Hajduga, Wiesław Gotfried, Ryszard Pukalski, Andrzej Miller, Jan Gawlik, A. Gawlik, Jan Stec, B. Biernat. Inni wymienieni członkowie sekcji to m. in.: Kazimierz Wolak, Janusz Cehak, Antoni Górski, Zbigniew Krawczyk, Janusz Głuch, Janusz Witowski, Andrzej Musiał, Stanisław Kukułka, Igor Kubala, A. Zatoka, Zbigniew Kucia, Adam Bogdani, Ryszard Przybyło, Adam Zydroń, J. Brachuc. Uczestniczyli oni w treningach, obozach kondycyjnych, no i oczywiście zawodach, zajmując niejednokrotnie miejsca "na pudle" lub w pierwszej dziesiątce. Najbliższa była mi osoba śp. Janusza Witowskiego, który - już po rozwiązaniu sekcji - całkowicie bezinteresownie krzewił w Brzesku miłość do narciarstwa, nie szczędząc swoich cennych rad adeptom tego sportu (do dziś czuję się jego uczniem, a takich jak ja jest jeszcze wielu). Janusz był dobrym duchem i inicjatorem wielu imprez narciarskich. Pamiętam końcówkę pewnej zimy, kiedy w Brzesku pozostało tyle co na lekarstwo, a my zapaleńcy, z Januszem na czele, udaliśmy się do Okocimia na tzw. Winnicę gdzie pozostały jeszcze resztki białego puchu. Aby poprawić warunki szusowania, przynosiliśmy go z lasu w skrzyniach i wysypywaliśmy na trasę, zaś Janusz ustawiał tyczki slalomu i modelował przejazd w sposób, który dawał namiastkę prawdziwego sportu narciarskiego. Co do umiejętności Janusza, to można je opisać krótko: mistrz, który czuł się na ośnieżonym zboczu tak, jak przysłowiowa ryba w wodzie. Janusz Witowski był niestrudzonym propagatorem narciarstwa, wielokrotnie organizował zawody "o puchar Witosa" (to żartobliwy skrót jego nazwiska), pomagał uczącym się bez natrętnego dydaktyzmu, jak to trafnie zauważył Janusz Folmer, miłośnik nart i narciarski serwisant, który sztukę przygotowania sprzętu do sezonu montażu wiązań itp. podpatrywał właśnie u swojego przyjaciela ze stoku. Niestety, minęło już kilka lat od kiedy Janusz Witowski przedwcześnie nas opuścił. Zapewne raduje się jednak jego serce "po tamtej stronie", gdy widzi, jak jego dzieło znakomicie się rozwija. Ponieważ życie nie lubi pustki, schedę po Januszu przejął jeden z jego uczniów (zapewne podpisałby się od tym określeniem) i zarazem przyjaciół - Kazimierz Brzyk. W zasadzie to co dzieje się dzisiaj w brzeskim narciarstwie można by określić jako "Brzykowisko". Już u początku swojej działalności Kazimierz potrafił w ramach narciarskiego pucharu biura turystycznego "Globuson", które onegdaj wspólnie zakładaliśmy, zorganizować trzy autobusy wiozące wyłącznie narciarzy na Jaworzynę Krynicką i zorganizować tam zawody. O skali trudności mówi też coś fakt, że gondoli wówczas jeszcze nie było,pozostawała natomiast piesza wędrówka, wyjazd ciągnikiem lub UAZ-em... Zapewne spora grupa miłośników sportu rekreacyjnego słyszała o zawodach z cyklu "Family Cup", organizowanych przez Janusza Zielonackiego. Oczywiście, Kazimierz Brzyk był najlepszy z naszego regionu, który uczestniczył wraz z własną rodziną w tej rywalizacji, jak również zachęcił do udziału inne brzeskie rodziny. Do dzisiaj najaktywniejsze są rody Brzyków i Rembiaszów, a naszą małą ojczyznę reprezentuje w eliminacjach z reguły kilkudziesięciu narciarzy. Kazimierz Brzyk rokrocznie w okresie ferii zimowych tygodniowe wyjazdy w góry Słowacji, podczas których uczestnicy uczą się zjeżdżać na nartach lub podnoszą nabyte wcześniej umiejętności. W szkolenie narybku angażują się także: Izabela Brzyk, Jacek Wilczyński, Grzegorz Wójciak i moja skromna osoba. Owocem tych wyjazdów jest poszerzające się wciąż grono miłośników białego szaleństwa i można sądzić, że wielu z nich dołączy do narciarzy, biorących udział w tradycyjnych zawodach o "Puchar Burmistrza Brzeska i Starosty Powiatu Brzeskiego".(...) W tym miejscu warto powrócić do pomysłu jaki został postawiony na początku tego tekstu. Czy miałoby sens nadanie formalnego kształtu temu, co i tak się dzieje? Czy instytucjonalne ramy nie zabiłyby romantycznego ducha i entuzjazmu, który zwykł towarzyszyć tzw. oddolnym inicjatywom? Ośmielam się zaryzykować stwierdzenie, że powołanie do życia klubu lub stowarzyszenia propagującego narciarstwo (równie dobrze mogłaby to być forma reaktywacji sekcji narciarskiej OKS-u) dałoby ze wszechmiar pożądane efekty, bowiem aktywność zapaleńców zyskałaby wsparcie ze strony sterników klubu sportowego o z górą siedemdziesięcioletniej tradycji oraz władz miasta i powiatu, mających ambicje zaistnienia na mapie nie tylko regionu. Sport narciarski mógłby być jedną z wielu form takiej obecności. Z narciarskim pozdrowieniem. Stanisław Ropek
|